

Droga z "elką" na dachu
Start

Przepustka do dorosłości
W 1996 roku własny samochód nie był wyłącznie transportem do pracy, ale również synonimem wolności. Najpierw jednak trzeba było zdobyć odpowiedni dokument. Prawo jazdy było czymś w rodzaju przepustki do dorosłości. Egzamin z połowy lat 90. wyglądał inaczej niż dziś.

30 lat drogi do prawa jazdy
Trzydzieści lat temu droga do prawa jazdy zaczynała się od testu na kartce papieru, prowadziła przez plac z kopertą wytyczoną pachołkami i kończyła w aucie bez wspomagania kierownicy. Dziś kursant rozwiązuje zadania na ekranie, parkuje na ulicy, a samochód egzaminacyjny może sam pilnować pasa ruchu. Zmieniło się dużo: auta, zadania, przepisy, nawet opony. Jednak to nadal człowiek musi udowodnić, że potrafi jeździć. W trzydziestolecie istnienia Continental Opony Polska sprawdzamy, jak zmieniała się droga do prawa jazdy.



Droga z „elką” na dachu
Jak zmieniał się egzamin na prawo jazdy w ciągu ostatnich 30 lat

Plac manewrowy. Łuk, górka i koperta
Plac manewrowy pojawił się w egzaminie w 1992 roku, razem z wojewódzkimi ośrodkami egzaminowania, poprzednikami dzisiejszych WORD-ów. Miał sprawdzić, czy kursant panuje nad autem, zanim wyjedzie na ulicę. Plac z lat 90. był bardziej wymagający niż dzisiaj. Oprócz jazdy po łuku i ruszania pod górkę kursant wykonywał dwa z trzech parkowań: skośne, prostopadłe albo równoległe, wszystkie do tak zwanej koperty wytyczonej liniami i pachołkami. Najechanie na linię czy dotknięcie słupka kończyło egzamin. W 2005 roku parkowanie przeniesiono na ulice, a na placu w kategorii B pozostały przygotowanie do jazdy, jazda pasem ruchu do przodu i do tyłu oraz ruszanie na wzniesieniu.

Mądrzejsze samochody
Malucha i najnowszego elektryka dzieli przepaść technologiczna. Łączy je fakt, że jedynym punktem styku z powierzchnią drogi są opony. Kiedyś każdy ośrodek trzymał dwa komplety opon: letnie i zimowe. Dziś samochody egzaminacyjne jeżdżą na oponach wielosezonowych, które w miejskiej eksploatacji dobrze sobie radzą przez cały rok.
Przez trzy dekady opony przeszły długą drogę. Zmieniały się bieżniki i mieszanki, poprawiało się trzymanie na mokrej nawierzchni i trwałość. Continental inwestował w nowe technologie i rozwiązania. W 1991 roku pokazał ContiEcoContact, oponę z mniejszymi oporami toczenia, bez kompromisów w bezpieczeństwie. W 1994 roku firma testowała krzemionkę w mieszance bieżnika, a rok później zastosowała ją w oponie seryjnej, czyli w ContiEcoContact CP. Ten dodatek pomaga pogodzić krótszą drogę hamowania na mokrej nawierzchni z niższymi oporami toczenia.

Od malucha do Swifta
Auto egzaminacyjne to najlepszy kronikarz zmian. Jeszcze na początku lat 90. kursanci zdawali na Fiatach 126p i Polonezach. Wyobraź sobie auto bez ekranu dotykowego, kamery cofania, automatycznego hamowania i systemu, który pomaga ruszyć pod górkę. Kierownicą trzeba było kręcić z siłą, biegi zmieniać z wyczuciem, a odległość od słupka oceniać na oko. Dla kierowców z lat 90. to była normalność. Fiat 126p miał nieco ponad trzy metry długości. Był zwrotny, ale brak wspomagania kierownicy czy skromne osiągi wymagały przyzwyczajenia. Pod koniec dekady, gdy powstawały WORD-y, do ośrodków trafiały Skody Felicie i Fiaty Punto, następnie Ople Corsa. W Warszawie Corsę zastąpiła w 2008 roku Toyota Yaris, w 2015 roku Hyundai i20, obecnie kursanci zdają na Suzuki Swift.

Projektując opony, inżynierowie muszą pogodzić wiele wymagań:
Dobrą przyczepność na suchej i mokrej nawierzchni, trwałość, niskie opory toczenia czy zastosowanie nowych materiałów i technologii. Kierowcy patrzą za to bardziej praktycznie: ile opona kosztuje, jak długo posłuży i czy można na niej polegać w trudnych warunkach.
Obie perspektywy łączy jedno. Niezależnie od tego, czy prowadzimy trzydziestoletniego klasyka, czy nowoczesne auto wyposażone w inteligentnych asystentów, to właśnie opony zapewniają kontakt samochodu z drogą. Dlatego regularne sprawdzanie ciśnienia i stanu bieżnika jest jednym z najprostszych i najtańszych sposobów na poprawę bezpieczeństwa, a przy okazji może przedłużyć życie opon.
Dziesięć kilometrów, które sprawdzają więcej niż umiejętność prowadzenia samochodu.
Czy istnieje droga, na której można sprawdzić większość umiejętności przyszłego kierowcy? Jedną z takich tras przejechaliśmy na warszawskim Bródnie. Zaczyna się przy ul. Odlewniczej 8, w głównym ośrodku egzaminacyjnym WORD Warszawa. Prowadzi przez Warszawskich Tramwajarzy, następnie Rembielińską, dalej biegnie Toruńską, lokalną ulicą tuż obok trasy S8, i skręca w serce starego Bródna: w Poborzańską, Bartniczą i Bazyliańską, wąskie uliczki między blokami, z parkującymi autami, przejściami dla pieszych i ruchem osiedlowym, który wymaga cierpliwości. Powrót wiedzie ulicą Marywilską. W sumie około 10 kilometrów, podczas których trzeba wykazać się nie tylko znajomością przepisów, ale też refleksem, umiejętnością przewidywania i opanowaniem.
Te same zasady
Przez 30 lat obecności Continental w Polsce motoryzacja i drogi zmieniły się nie do poznania. Samochody stały się bezpieczniejsze, a technologia pomaga nam unikać błędów. Jednak nawet najlepsze systemy nie zastąpią uważności, wyobraźni i odpowiedzialności kierowcy. Bo choć przez trzy dekady przejechaliśmy jako kierowcy długą drogę, najważniejsze zasady bezpiecznej jazdy pozostają niezmienne.


























